Menu

Z pamiętnika chrześcijańskiej syjonistki

Blog o Izraelu, jego historii, kulturze, atrakcjach turystycznych, widzianych przez osobę z zewnątrz, ale w pełni zakochaną w tym niezwykłym kraju. To też częściowo blog o dialogu między chrześcijaństwem i judaizmem, o egzegezie Tory, o nurtach w judaizmie. No i trochę, bo trudno tego uniknąć, o polityce.

Bóg nie chce cierpienia!

maadzik3

Dzisiaj w oczy wpadł mi taki tekst:

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15225567,_Nie_potepiajmy_nikogo__zaufajmy_Bogu___Uroczysta.html#BoxWiadTxt

Na wypadek gdyby aktywność linka zaniknęła wkleję istotny fragment i przypomnę okoliczności:

"Arcybiskup Andrzej Dzięga w swoim kazaniu przekonywał zgromadzonych, że cierpienie zawsze jest zaproszeniem od Boga do szukania nowej drogi, pełnej nadziei.

- To normalne, że zadajecie sobie podstawowe pytanie - dlaczego? - mówił. - Nie znamy na nie odpowiedzi. Ale każde cierpienie jest boskim zamiarem. A im więcej na świecie grzechu i bałaganu, tym tego cierpienia zadośćuczynnego musi być więcej. Po to, by ludzie na nowo odnaleźli drogę do Boga. Tak było i tym razem. Wasi bliscy odeszli. Oni wszyscy czynili dużo dobra. Teraz trzeba ich zastąpić. To wy musicie przejąć na siebie ich czynienie dobra. I nie zapominać o nich w swoich modlitwach.

Biskup wspominał o tragicznym pożarze w Kamieniu Pomorskim, który trzy lata temu podczas świąt wielkanocnych strawił hotel socjalny. Zginęły wówczas 23 osoby.

- Często się tam zatrzymuję, żeby się pomodlić - mówił. - Wy też, bo zawsze palą się świece. Teraz doszło nowe miejsce, w którym czuwacie i pamiętacie.

Dzięga apelował też, by nikogo nie potępiać i nie oceniać."

Jest to (wg portalu gazeta.pl) fragment kazania na mszy w intencji ofiar tragicznego wypadku drogowego w Kamieniu Pomorskim. Zginęło w nim 6 osób (siódma walczy o życie), gdy karany wcześniej za jazdę pod wpływem alkoholu, 26-letni kierowca staranował grupę pieszych. Poza 2 promilami alkoholu we krwi był także pod wpływem narkotyków.

Dlaczego o tym piszę w tym miejscu?

Ksiądz w kazaniu zasugerował, że:

1. Istnieje skrajny determinizm.
2. Wolna wola człowieka (Boski dar, o którym mówi Biblia) jest pomijalna, obowiązek używania rozumu, odpowiedzialności i sumienia (też Boskich darów) są irrelewantne moralnie i tym samym zwolnił sprawcę od odpowiedzialności moralnej (jakby Bóg nie chciał toby ten człowiek nikogo nie przejechał).
3. Rozszerzając wypowiedź ad minoris a maius wszyscy zalani i zaćpani kierowcy są niewinni bo przed Boskim determinizmem nie da się uciec (tyle że tak rozumiany jest IMHO czystym pogaństwem w bardzo greckim stylu - mam na myśli wierzenia starożytnych Greków, żeby nie było :))
4. Bóg wg wszelkiej znanej mi teologii chrześcijańskiej (której to kazanie zaprzecza) nigdy nie chce cierpienia i zła. Jest ono skutkiem grzechu, a nie woli Boga.

Dla niniejszego wywodu szczególne znaczenie mają pkt. 1 i 4 i nie chodzi mi o usprawiedliwianie (karygodne!) jeżdżenia pod wpływem alkoholu, to wyszło przypadkiem (mam nadzieję), a o stosunek do determinizmu.

A chrześcijaństwo ma z nim pewien problem.

Judaizm nie zna pojęcia determinizmu w sensie odgórnego predestynowania ludzi do określonych doświadczeń. Posiadanie przez człowieka wolnej woli i możliwość dokonywania wyborów etycznych są bezustannie podkreślane. Złe rzeczy, które na ludzi spadają, mogą być prostą konsekwencją wydarzeń fizycznych i ograniczających nas praw świata, mogą być przejawem Boskiej odpowiedzi na nasze wcześniejsze wybory bądź nawet próbą przetestowania nas (Księga Hioba), ale nigdy nie pozostajemy wobec nich bezsilni, pozbawieni własnej woli, pozbawieni możliwości wyboru i - mocą tego - nieodpowiedzialni za skutki naszych poczynań. Natomiast w takiej kondycji pozostawiało ludzi pogaństwo politeistyczne w szczególności związane z religiami starożytnej Grecji i Rzymu, które były alternatywą w czasach Jezusa oraz krótko przedtem i potem dla ludzi z tego kręgu geograficznego. Greccy bogowie dla zakładu, powodowani zazdrością, pożądaniem, niechęcią i innymi, bardzo ludzkimi emocjami, zmieniali los ludzi i decydowali o losie Priama, Heleny, Edypa i innych znanych nam z mitologii postaci. Determinizm był zupełny i tym samym wybory moralne (nie pragmatyczne czy polityczne) były w najlepszym razie mętne a na pewno nie było powiązania między etycznym życiem i wyborami opartymi na wierze a spełnianiem ludzkiej więzi z Bogiem i wypełnianiem Jego woli. Ta koncepcja wydawała się Grekom i Rzymianom kompletną aberracją (stąd potępienie przez rzymskiego senatora, Katona Starszego, "obmierzłych zwyczajów żydowskich" nie dopuszczających zabijania chorych czy kalekich dzieci. Wszak to było takie niepragmatyczne!).

Przejawy koncepcji judaistycznej napotykamy wszędzie w ewangeliach - w naukach Jezusa, Żyda i rabina. Problem zaczyna się z Pawłem (zdaniem części teologów Paweł nie był Żydem, w którymś momencie życia nawrócił się na judaizm, co nie było rzadkością, a potem został głosicielem myśli Jezusa tak jak ją rozumiał, ale pamiętajmy, że sam nigdy go nie poznał i nie był uczniem Nazarejczyka, a jego rozumienie judaizmu w wielu wypadkach jest powierzchowne, co sugeruje bądź niedawne nawrócenie bądź pochodzenie z kompletnie zhellenizowanej rodziny).

W początkach chrześcijaństwa, gdy część przyjmujących nauki Jezusa pochodziła z judaizmu (i traktowała Jego nauki jak wypełnienie mesjańskie) a część spośród pogan problem determinizmu pojawił się z pełną ostrością. I towarzyszył chrześcijaństwu (w różnej formie) przez kolejne wieki.

Niemniej wydaje się, że współczesne chrześcijaństwo, w tym posoborowy katolicyzm, przyjęło jako fundamentalną judaistyczną koncepcję wolnej woli człowieka i odpowiedzialności (indywidualnej) przed Bogiem za dokonane wybory. Odpowiedzialności jaką poniósł Dawid za romans z Batszebą czy Salomon za zbudowanie pogańskich świątynek dla swoich żon.

Tekst biskupa jest jak stwierdzenie hellenistycznych przybyszów do Judei, zaprzecza naszemu prawu (i obowiązkowi!), ba, samej możliwości dokonywania etycznych wyborów przy użyciu przymiotów jakimi obdarzył nas Bóg. Wyborów dobrych lub złych. I odpowiadania za ich skutki. Jeżeli nie możemy ich dokonywać, a skutki naszych działań nie podlegają ocenie to dlaczego i jak mamy wchodzić w relację z Bogiem?

Dawno nie czytałam tak ateizującego tekstu jak ten fragment kazania!

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Abigail] *.internetdsl.tpnet.pl

    Bardzo piękny artykuł. Sama wiele cierpiałam z powodu dręczącej mnie myśli, że może kalwinizm i tym podobne kierunki mają rację i ukazana w nich wizja Boga jest prawdziwa.
    Ulżyło mi się dopiero po przeczytaniu wspaniałego tekstu rabiego E.Desslera pt. "Rozważania o wolnej woli" oraz równie wspaniałych komentarzy do słów "Bóg uczynił upartym serce faraona" z których wynikało, że Żydzi wcale nie rozumieją ich w sposób deterministyczny. Pozdrawiam serdecznie.

© Z pamiętnika chrześcijańskiej syjonistki
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci